Kobieta pracująca: facet bez koszyka.

Nigdy nie zastanawiałam się nad tym, jakie znaczenie ma płeć w stosunku do zachowania w sklepie osiedlowym typu spożywczy. Dziś wiem, że ogromne.
Kobieta.
Wchodzi, zabiera koszyk. Przystępuje do wyboru produktów. Generalnie wie po co przyszła, szuka w konkretnych miejscach, sprawdza skład, czasem prosi o poradę. Zawiesza się tylko przy „czymś słodkim”. Zazwyczaj wybiera wino lub piwo smakowe. Zawsze prosi o siatkę, lub ma przy sobie torbę na zakupy (czasem tylko się nie przydaje ze względu na niewielką liczbę produktów).
Mężczyzna.
Wchodzi, unikając napotkania sprzedawcy lub innego klienta, przeskakuje między półkami dość chaotycznie. Zwykle po wejściu wybiera pójście w prawo. Taki kaczy bieg. Ogląda niemal wszystko. Nie czyta etykiet, raczej kieruje się wyglądem produktu. Czasem dzwoni (zawsze do kobiety) co właściwie on ma kupić. Jeśli nie dzwoni- wybiera przypadkowo. I nigdy. NIGDY nie bierze ze sobą koszyka. Potem zazwyczaj nie bierze siatki (a swojej nie ma). Nie jest to oczywiście wielkim problemem, pod warunkiem, że robi się małe zakupy. Niestety w przypadku dużych (częściej spotykane), zaczyna być. Mężczyźni rozsmakowani są w piwach. Biorą więc kilka butelek (bo z puszki nie smakuje tak samo), targają je pod pachami, w kieszeniach kurtki i mozolnie przedzierają się między innymi klientami do samej kasy. Czasem bieg ten utrudniony jest niespodziewanie (!) kolejką do kasy. Stanowi to nie lada wyzwanie, zważywszy na to, iż samo dotachanie całych zakupów to jakiś łut szczęścia. Jakby tego było mało, niektórzy nie wytrzymują dźwigania w rękach takiego ciężaru i nieopatrznie wypuszczają na podłogę, czyniąc smutek wśród klientów i sprzedawcy (rozlane piwo, bądź inne płynne produkty najczęściej upadające: a) trzeba posprzątać, b)śmierdzi, c) oznacza wydłużenie oczekiwania z powodu opuszczenia kasy przez ekspedienta). Potem setki przeprosin i pokorne „ja zapłacę”, „ja pomogę”. Na koniec oczywiście, po zapłaceniu nie biorą siatki, narażając tym samym po raz kolejny siebie i otoczenie na wypadek.
Zastanawia mnie więc dlaczego?! Czy przeliczają swoje możliwości na starcie i nie chce im się wracać po koszyk? Czy też może duma męska nie pozwala poń pójść? A może chcą pokazać samca, zwierzę, które w nich drzemie, Pudziana(!)? Może koszyk kojarzy im się z kobiecą torebką i odbiera im to męskość? Jedno jest pewne: facet bez koszyka to plaga naszych sklepów.

dla-mezczyzn-300x230

Zaobserwujcie, czy mam rację. Dajcie znać, co o tym myślicie.
Oczywiście nie miałam na myśli każdej kobiety i każdego mężczyzny. Mówię o zdecydowanej większości. Sorki chłopcy dalej Was kochamy!

Enjoy!

A.

  2 comments for “Kobieta pracująca: facet bez koszyka.

  1. ~Ania
    22 grudnia 2014 o 09:44

    Powaliłaś mnie :) hahahaha :D kocham Cię :*

    • Anna R
      24 grudnia 2014 o 02:03

      Dziękuję :* Też Cię kocham :* Czytaj więcej, będzie się działo :)

Odpowiedz na „~AniaAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *